KRAKOWIE, MÓJ KRAKOWIE…
Autor: Paweł Kawałek
Rok powstania: 2022
Krakowie, mój Krakowie,
Choć żyję, umieram w Tobie.
Dzień za dniem tak ucieka,
A ja bezradnie wciąż czekam.
Czekam aż coś się ruszy.
Czekam jak kania dżdżu w suszy.
Lecz mury Twe romantyczne
Są dla mnie zbyt hermetyczne.
Myślałem że będziesz miejscem
z którego ruszać się nie chcę.
Że żyjąc w Twoich progach,
łapię za nogi Boga.
Lecz teraz wiem, że gnuśnieję.
Więdnę mentalnie, wiotczeję.
Z roku na rok – wciąż usycham.
Radość z facjaty mej znika.
I choćbym się bardzo starał,
Dopada mnie dół i marazm.
Kiedy spoglądam na zdjęcia sprzed lat
– nie czuję szczęścia.
Żal mi tamtego siebie,
bo tamten ja jeszcze nie wie,
że będzie żył w klatce złudzeń.
Że będzie szło, jak po grudzie.
Starałem się, choć na próżno.
Co teraz? Czy nie jest za późno?
Podobno nie. Tak słyszałem.
Chcę wierzyć w to sercem całym.
I całym sercem, od nowa,
Nowego siebie zbudować.
Wrócić tam skąd się wziąłem.
Gdzie kiedyś chcę stać się popiołem.
