Oni wyciągnęli mnie z domu.

Jakiś czas temu musiałem wycofać się z wielu działań, ze względu na „problemy techniczne”, związane ze zdrowiem. Chwilowo nie mam takiej mobilności jakbym sobie życzył, ale proces poszukiwania przyczyny i naprawiania siebie, trwa.

Niemniej, kiedy usłyszałem, że na finał finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, na krakowskim rynku zagra Closterkeller – nie mogło mnie tam nie być. Razem z jednoosobową obstawą, udało mi się przebić pod scenę i doświadczać tego niesamowitego koncertu.

Ok, mogę nie być obiektywny, bo Closterkeller znam i lubię odkąd w 1 klasie liceum, koleżanka Kamila pożyczyła mi kasetę „CYAN”. Katowałem ją mocno. Kasetę – nie koleżankę 🙂 A potem tak jakoś wyszło, że choć nie mam ich pełnej dyskografii, to nie raz słychać ich w moich słuchawkach.

Nie przepadam za zimą. Jedyny plus tej pory roku to moje urodziny. Lubię je. Poza tym dniem, zima mogłaby nie istnieć. Na szczęście, w dniu koncertu pogoda okazała się łaskawa i obyło się bez nieplanowanych ślizgawek, zaliczania gleby i uszkodzeń ciała, wynikających z tychże wygłębień. Jedyne co było „z leksza” frustrujące, to sztywniejące od temperatury palce – zwłaszcza kiedy filmowało się koncert. Stałem jak kamienny posąg, skupiony na tym, co widziałem na ekranie telefonu. Jeśli YouTube nie wyciszy mi ścieżki audio, to może uda mi się podlinkować tu kilka numerów, choć raczej marne na to szanse…

Tak czy siusiak, skostniałem palce to pikuś przy ogniu jaki dawał Closterkeller podczas koncertu. Mimo temperatury, głos Anji brzmiał mocno, jak dzwon Zygmunta. Chłopaki za instrumentami też dawali z siebie max, choć w niskich temperaturach trochę trudniej gra się na gitarze czy klawiszach. Tym bardziej należy się im szacun! Nie był to wszak występ na 5 numerów, a pełnowymiarowy, godzinny koncert. Na żywo.

Poza klasykami, takimi jak: „Agnieszka”, „W moim kraju” czy „Władza”, można było usłyszeć też m.in: „Xiomarę” czy „Cień Wilka” z najnowszej płyty „Argento”. Moc w instrumentach, wygar w głosie i mix muzycznego tu i teraz ze wspomnieniami sprzed… o kurczę! 20 lat. Czy można chcieć czegoś więcej? 🙂

To był mój pierwszy koncert od pięciu lat. A może nawet od sześciu? Sam już nie wiem. Paradoksalnie, poprzednim koncertem był także Closterkeller, w krakowskim klubie „Rotunda”. Mam nadzieję, że na kolejne będę już mógł wybrać się w pełni sił.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *